Uwrażliwić samorząd

Członkowie związku – z ich wrażliwością muszą przypominać, jakie są zadania samorządu. Trzeba zmieniać nasz region, ale nie można zapominać o ludziach, o miejscach pracy, trzeba stwarzać jak najkorzystniejsze warunki do tworzenia nowych miejsc pracy – mówi Wojciech Grzeszek, przewodniczący Małopolskiej „Solidarności”, kandydat do Sejmiku Województwa Małopolskiego.

Panie Przewodniczący, Zarząd Regionu Małopolskiego NSZZ „Solidarność” zaapelował do członków związku o aktywny udział w nadchodzących wyborach samorządowych.
Dziś wiemy, że wielu naszych działaczy posłuchało apelu i startuje w wyborach. Dlaczego według Pana obecność związku we władzach samorządowych jest taka ważna?

Uważam, że udział „Solidarności” w życiu samorządów jest niezbędny. Oczywiście różne są koncepcje dotyczące tego zaangażowania i formy reprezentowania związku, ale wszyscy są zgodni, że pracownicy muszą mieć swoich przedstawicieli we władzach samorządowych. Wynika to przede wszystkim z tego, że coraz więcej spraw jest rozstrzyganych na poziomie lokalnym. To samorząd decyduje się o przyszłości służby zdrowia, oświaty, nakładach na inwestycje, na modernizację infrastruktury, itd. Samorządy uczestniczą w wielu procesach restrukturyzacyjnych. Coraz mniej decyzji zapada w Warszawie, a coraz więcej na poziomie lokalnym czy regionalnym. Jeśli chcemy w tych procesach aktywnie uczestniczyć, przeciwdziałać bezrobociu, tworzyć miejsca pracy i sprzyjać działaniom pro pracowniczym, to musimy być obecni w samorządach.

Żyjemy w świecie, którym rządzą twarde prawa ekonomii. Pan przez 8 lat zasiadał w Sejmiku Województwa Małopolskiego, jak samorząd może realnie wpływać na prywatne firmy?

Przez te lata zetknęliśmy się z wieloma firmami i chcę podkreślić, że rola samorządu jest bardzo duża. Przede wszystkim możemy lobbować za rozwiązaniami korzystnymi dla firm Małopolskich, zatrzymywać proces wyprowadzania firm z naszego województwa. Takie niebezpieczeństwo groziło przed laty jednej ze spółek w Tarnowie. Samorząd ma wpływ na przyszłość wielu zakładów pracy. Pomagaliśmy w tworzeniu spółek pracowniczych, dzięki czemu zapobiegaliśmy likwidacji firm i pozwalaliśmy im przetrwać, a pracownicy dzięki temu zachowywali miejsca pracy. Ważne decyzje na poziomie samorządu dotyczą także kolei i przewozów regionalnych. Nie tylko dlatego, że pracuje  tam wiele osób, ale także dlatego, że dobra infrastruktura kolejowa umożliwia mieszkańcom dojazd do pracy, szkoły, itd. Tych spraw, które mają bardzo ścisły związek z samorządem, jest bardzo wiele.

Kieruje Pan od 12 lat Małopolską „Solidarnością”. Były w nich okresy, gdy związek był bardzo zaangażowany w politykę i gdy w ogóle od niej odszedł. Jak ocenia Pan te decyzje z punktu widzenia skuteczności związku?

Mamy w Polsce bardzo mądre powiedzenie „Nieobecni nie mają racji”. Ono najlepiej pasuje, jako komentarz do tej sprawy. Oczywiście wszelkie skrajności należy odrzucić, ale musimy mieć świadomość, że brak przedstawicieli w samorządzie spowodował, że poziom wrażliwości na sprawy społeczne spadł, a kwestia tworzenia miejsc pracy czy dbania o jakość pracy została zapomniana. Dlatego sądzę, że członkowie związku – z ich wrażliwością i znajomością tych zagadnień – muszą przypominać, jakie są zadania samorządu. Trzeba zmieniać nasz region, ale nie można zapominać o ludziach, o miejscach pracy, trzeba stwarzać jak najkorzystniejsze warunki do tworzenia nowych miejsc pracy.

W swoim programie bardzo dużo mówi Pan o pracy, pomocy firmom – tymczasem okręg, z którego Pan startuje to w dużej mierze obszary rolne – Proszowice, Miechów, powiat krakowski, czy Pańskie przesłanie trafi do mieszkańców tych terenów?

Praca jest dobrem najwyższym i dotyczy każdego mieszkańca naszego regionu. Strategiczną decyzję o wyborze okręgu podjął komitet wyborczy, biorąc pod uwagę – jak sądzę – to, że jako szef Solidarności mam do czynienia z całą Małopolską, a nie tylko z Krakowem. Mamy komisje „Solidarności” w powiecie krakowskim, w Wieliczce, Niepołomicach, Miechowie, Proszowicach, itd. Tam także pojawiało się wiele problemów, przekształceń w zakładach pracy staraliśmy się im pomóc – tak było z firmami w Wieliczce, Niepołomicach, Skawinie, Krzeszowicach i w innych miejscach.

Startuje Pan z listy Prawa i Sprawiedliwości. Czy wybór listy będzie miał znaczenie dla realizowania postulatów, z którymi startuje Pan do Sejmiku?

Dla związku najważniejsze jest realizowanie jego programu, zwłaszcza w zakresie polityki społecznej. Nie muszę nikogo przekonywać, że ugrupowaniem, którego program jest najbardziej zbliżony do naszego jest Prawo i Sprawiedliwość. Nie dziwi zatem fakt, że w całym kraju wielu działaczy „Solidarności” startuje z list PiS. Pamiętajmy także, że zdecydowana większość członków związku również sympatyzuje z PiS-em.Trudno nie zwrócić także uwagi na to, że żadna inna partia polityczna nie chce i nie zamierza realizować programu związku, nie podejmując nawet rozmów na ten temat. Co więcej Platforma nie wywiązuje się nawet z wspólnych ustaleń ze związkiem. Zwraca na to uwagę ostatnio m.in. Komisja Krajowa, wytykając Donaldowi Tuskowi, że jego rząd nie respektuje ustaleń w Komisji Trójstronnej ds. Spraw Społeczno-Gospodarczych. To wszystko pokazuje, że jeśli nie będziemy mieć swojej reprezentacji w samorządach, to z nasza skuteczność nie będzie duża.

W wyborach kandyduje wielu członków „Solidarności”, spośród których wielu jest znanych w lokalnych społecznościach i cieszy się ich zaufaniem. O czym powinni ludzie „Solidarności” pamiętać, startując w wyborach samorządowych?

Powinni pamiętać o tym, skąd wyszli i jakie są ideały i cele „Solidarności”. Dziś przy realizowaniu bardzo liberalnej polityki przez ekipę rządzącą, zapomina się o człowieku. Zapomina się o tej największej wartości, jaką mamy, to jest o ludziach, którzy w odpowiednich warunkach potrafią bardzo dobrze pracować. Wielu naszych działaczy charakteryzuje się dużą charyzmą i wrażliwością i sądzę, że będą w stanie przenieść to także do samorządu. Będąc bardzo blisko ludzi i pracy są odpowiednimi kandydatami do reprezentowania nas wszystkich w samorządach.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Adam Gliksman


Wybory samorządowe 2010 - głosujmy na "Solidarnych"